Stało się! Nagrałam 1 odcinek podcastu ‚Cisza nocna’.
Wiele kobiet, z którymi współpracowałam/współpracuje przechodzi obecnie przez różne odcienie albo raczej fale rozpaczy, które wzburzył inny człowiek. Zaczęłam od kobiet, bo sama jestem kobietą i musielibyście widzieć jak ja przełamywałam te fale bólu, ile głupot stworzyłam, wymyśliłam i próbowałam transformować w czyn (mniej lub bardziej skutecznie). Sprawa jednak jest uniwersalna i dotyka również męskiego świata i funkcjonowania. Sprawa dotyczy połamanego, złamanego, zdeptanego serca, którego nikt tak nie potrafi zdewastować jak człowiek…
Właśnie wróciłam z ukochanych szlaków rowerowych, które z zaciekłą wręcz! przyjemnością przemierzałam, przecinałam wraz z ulubioną! rodziną. Muszę Wam powiedzieć, że te austriackie i alpejskie wiochy, to jest ABSOLUTNIE mój klimat. Muszę Wam powiedzieć, że moja niespełna dwuletnia córka podziela naszą wspólną – małżeńską fascynację oraz te nasze rowerowe wojaże i zajawki wszelkiego rodzaju. Muszę Wam powiedzieć, że to jest takie moje spełnione duże, niemniejsze marzenie życiowe. Taki styl bycia, życia i ogólnego funkcjonowania. A owe duże i największe! marzenie zasponsorował mi Marcin, bo naprawdę! bardzo wiele zależy od tego właśnie!, z kim współtworzymy codzienność. Muszę Wam powiedzieć, ze wiem o czym mówię, piszę.
Te wygięte w podkówkę, wiecznie zdegustowane usta, to pełne dezaprobaty kręcenie głową przy każdym wypowiadanym zdaniu. Ten ton – zniecierpliwiony i pouczający, te westchnienia, te oczy dyskretnie wznoszone w górę. To ‚wiem lepiej’ wyrażające się każdym gestem. Jej mantra brzmi: ‚ja bym!’. Jej credo: ‚pouczę was’. Jej cel: wykazać, że cudze wybory życiowe, wiedza, gust, pomysły, poglądy itp. są do dupy…
Dawno nie pisałam o relacjach! i zapewne 🙂 ku przerażeniu mych osobistych i zaprzeszłych relacji, a raczej co poniektórych męskich jej uczestników coś napisze. Zapinamy pasy drodzy państwo! (serdeczny uśmiech).
W lutym kupiłam sobie kolejną sukienkę, jak zwykle ultrakolorową. Nabyłam ją dzień przed wojną, która wybuchła za ścianą. Zrobiłam sobie zdjęcie w przymierzalni i kiedy spoglądam na nie dziś, to tęsknię za spokojem i tymi pierdołami jakie zaprzątały mi głowę zanim sowieci zaczęli bombardowanie Ukrainy. To żaden lokalny konflikt. Wybuchła wojna. Jak zwykle bezsensowna i makabryczna. Co gorsze, ten konflikt uzmysłowił mi własną ignorancję. Co wiem o Ukrainie? Niewiele… To nieznany zachodowi naród, który znalazł się w centrum uwagi całego świata. Ponoć ci, którzy zniewoli Ukrainę, zadbali o to, aby pozostała nieznana. Mimo wszystko, obwiniam siebie za ignorancję.
Dziś poruszam temat, który mi osobiście nie wyszedł przez błędy dorosłych ludzi. Myślę też, że wiele osób na całym świecie boryka się z tematem scalania rodziny patchworkowej, bo może patchwork i przypomina taką dekoracyjną kołderkę, misternie zszytą z różnorodnych kawałków materiałów, które różnią się pomiędzy sobą kształtem, wielkością, fakturą, w ogóle swoim składem. Może zachwycać kompozycją, z której wylewają się wzory i kolory, ale! może być bardzo trudnym procesem. No bo, czy scalenie odrębnych światów może być łatwe? Nie sadzę…
Będzie o dziecku. Takim, które zapewne stanęło na Waszej drodze wielokrotnie. Będzie o dziecku, które wyprzedziło swój wiek rozwojowy w najgorszym tego słowa znaczeniu. Gdzie to się zaczyna? Zbyt dorosłe dziecko, nad wyraz dojrzały nastolatek? Zapewne w systemie rodzinnym, w którym dziecko traci beztroskę własnego dzieciństwa wchodząc w nieadekwatne role, które przynależą do osób dorosłych, rodziców, opiekunów.
Temat mowy wewnętrznej wielokrotnie nawraca w moim życiu zawodowym i oczywiście nie tylko. Pierwsze myśli dotyczące tego wewnętrznego dialogu niemal biegną do mojego szarego podręcznika, który traktował o terapii poznawczo – behawioralnej autorstwa Pragłowskiej/Popiel. Znalazło się w nim znamienne zdanie, które z prędkością światła wstrzeliło się w mój umysł i brzmiało mniej więcej: uważaj na to co mówisz o sobie, bo może się tak zdarzyć, że się usłyszysz. Zapewne większość naszej populacji ma świadomość, iż słynna wszak! mowa wewnętrzna nie zawsze bywa miła, przyjemna i łagodna czy też wspierająca. Potrafi być niezłym sadystą – faszystą i skutecznie uruchamiać swoistą autoagresję i destrukcję, które dewastują nas samych. Jeden głos będzie nas zachęcał, motywował, inny straszył. Jeszcze odmienny karcił i nawet blokował. No, ale w końcu, to nasz wewnętrzny głos – to my! Czy jesteś, jesteśmy, jestem władcą mojej głowy i mowy wewnętrznej?
Zapraszam na moją stronę internetową: www.online.onichimowska.com
