Temat mowy wewnętrznej wielokrotnie nawraca w moim życiu zawodowym i oczywiście nie tylko. Pierwsze myśli dotyczące tego wewnętrznego dialogu niemal biegną do mojego szarego podręcznika, który traktował o terapii poznawczo – behawioralnej autorstwa Pragłowskiej/Popiel. Znalazło się w nim znamienne zdanie, które z prędkością światła wstrzeliło się w mój umysł i brzmiało mniej więcej: uważaj na to co mówisz o sobie, bo może się tak zdarzyć, że się usłyszysz. Zapewne większość naszej populacji ma świadomość, iż słynna wszak! mowa wewnętrzna nie zawsze bywa miła, przyjemna i łagodna czy też wspierająca. Potrafi być niezłym sadystą – faszystą i skutecznie uruchamiać swoistą autoagresję i destrukcję, które dewastują nas samych. Jeden głos będzie nas zachęcał, motywował, inny straszył. Jeszcze odmienny karcił i nawet blokował. No, ale w końcu, to nasz wewnętrzny głos – to my! Czy jesteś, jesteśmy, jestem władcą mojej głowy i mowy wewnętrznej?


